puzle
Miałam zupełnie inne plany, co do kolejnego wpisu, ale święto wydało mi się jednym z ważniejszych na literackiej mapie kalendarza. Obchodzimy dziś Międzynarodowy Dzień Książki dla Dzieci, pozwoliłam sobie na chwilę refleksji.

Czym byłoby dzieciństwo bez książek? Bez tajemniczych światów, zaklętych na kartkach tysięcy woluminów. Czym byłoby bez zagadkowych krain, mnożących się w głowie. Bez księżniczek, rycerzy, smoków, niedostępnych zamków, skrzatów…. Bez toczącej się walki dobra ze złem, którego czarne siły wydają się wszechmocne, za każdym razem silniejsze, nie do pokonania. Jednak zakończenie przynosi ulgę, bo zawsze znajdzie się dobra wróżka, anioł, bohater, zwyciężający wroga.
W opowieściach dzieciństwa najważniejszy jest moment przekroczenia granicy, między tym, co rzeczywiste, a tym, co nieuchwytne, nieosiągalne, ale tak cudowne, że nie sposób się oprzeć. Tym czymś jest wyobraźnia. Ona ożywia wszystko, co z mozołem zostało stworzone przez pisarza. Dzięki niej książka żyje. Za każdym razem inaczej, bo każdy jest inny…Ten świat ma swój smak i zapach, ma też swoją muzykę. Tutaj najważniejsza jest miłość, przyjaźń, odwaga, uśmiech. Nic więcej nie ma znaczenia… Odkrywa się coś najcenniejszego, co potem prowadzi przez trudy życia, nie dając o sobie zapomnieć. I powtarza: „Życie jest piękne”.
Dziś zadaję sobie pytanie, jaką byłabym osobą, gdyby nie książki mojego dzieciństwa i związane z nimi barwne historie. Czy umiałabym dostrzec urok dnia codziennego? Na pewno bez tych chwil spędzonych z książką w gronie rodziców, babci byłabym o wiele uboższa w emocje i doświadczenia. Dzięki momentom, które poświęcili na czytanie, jestem wyposażona w zdolność patrzenia szerzej, głębiej i dalej – i podejmowania, służących dobru, decyzji.
Należę do pokolenia, które jako dziecko, nie miało styczności z nowymi technologiami. Cieszę się z tego, bo widzę jak cierpią na tym dzisiejsze maluchy. Ich smutek i zagubienie potęguje się z wiekiem, często przeradzając w depresję. Brak im drogowskazu. Nie dostają należytej dawki bliskości, nie skłania się dzieci do rozmowy. Nie ma na to czasu. Nie ma z kim. Komputer rzadko mówi coś sensownego, telewizor serwuje obrazy – tu nie trzeba myśleć. Wszystko jest o wiele prostsze, ale dopiero potem sprawy się komplikują…
Czytanie, przede wszystkim wzajemna bliskość, wprowadzanie w świat języka, wiedzy i wartości, inspirowanie do rozmów o książkach, o życiu. Uczy analizowania, refleksji, przynosi wiedzę, rozwija emocjonalnie i duchowo. Dzieci, którym czyta się często, są otwarte, mają większe możliwości intelektualne, są bardziej życzliwe, potrafią ciekawiej opowiadać. Czytanie to budowanie więzi i siły emocjonalnej.

Często jestem dumna z mojego dorosłego już syna 🙂 Pięknie wyraża swoje myśli, ma dobrą dykcję i jest uważny na to, co mówi. Otwarty na świat i wyzwania jakie on niesie, nie poddaje się. Widzę jaki jest uprzejmy i pełen szacunku dla innych, bez względu na wiek i status materialny.  Myślę, że to ogromna zasługa książek, które z mężem mu „serwowaliśmy”. Uwielbiałam czas przeznaczony tylko dla mojego dziecka.

Wyruszaliśmy do świata dziecięcych marzeń, radości, uciech, ale też strachu. Poznawaliśmy stare legendy, różnych bohaterów, zwiedzaliśmy egzotyczne kraje. Teraz wiem, że czytanie to skarb, który należy pomnażać i rozdawać z uwagą i hojnością.

Nie ma dzieciństwa bez książek – to stwierdzenie metaforyczne, ale ciągle aktualne. Kornel Makuszyński pisał:
„Książka to mędrzec łagodny i pełen słodyczy. Puste życie napełnia światłem, a puste serce wzruszeniem”