Rozczulają mnie historie z happy-endem, choć naiwne, mają swoją mądrość i urok. W nich szukam dla siebie nadziei na realizację własnych marzeń. W chwilach zwątpienia i smutku sprawiają, że wierzę, iż wszystko może się spełnić jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Po opowiadania Erica-Emanuela Schmitta pt „Odette i inne historie miłosne” sięgnęłam z nadzieją na poprawę mojego stanu ducha. Nie pomyliłam się. W wyrafinowanej prostocie opowiadanych historii odnalazłam siłę i optymizm. Spodobał mi się ich wdzięk i lekkość. Zrozumiałam, że chociaż życie pełne jest bólu i często niesprawiedliwe to wcale nie znaczy, że nic z tym nie da się zrobić. Na wiele spraw nie mam wpływu, ale mogę zachwycać się każdym dniem i tworzyć świat, który miałabym ochotę przekazać innym.

Osiem kobiet, osiem narracji, osiem historii – razem tworzą barwny wachlarz opowieści miłosnych. Bohaterki walczą z trudnościami jakie zsyła im los: śmiercią bliskiej osoby, tęsknotą, zdradą, ciężką chorobą. Pomimo bólu i dramatycznego położenia wszystkie one szukają radości w otaczającym świecie, dziękują za każdą chwilę, która przynosi im szczęście, cieszą się, gdy ich życie nabiera blasku. Szczęśliwe spotkania, dary od losu w postaci przyjaciół, mężczyzn i uśmiechniętych ludzi. Jedną z nich jest Odette Jakkażda:

„Odette otrzymała od niebios dar: radość. Gdzieś tam, w głębi siebie, musiała mieć jazz-band grający na okrągło porywające kawałki i energetyzujące melodie. Żadne trudności nie były w stanie rozłożyć jej na łopatki. Kiedy miała problem, szukała rozwiązania. Ponieważ z natury była pokorna i skromna, nigdy nie uważała, iż zasługuje na więcej niż ma – omijały ją zatem wszelkie frustracje.(…) Pełna życzliwości wobec całego świata (…)”.Odette jest promykiem w życiu każdego, kto się z nią zetknie. Skromna ekspedientka pełna życzliwości i ciepła, rozumiejąca innych i gotowa ich wspomóc. Wzrusza jej wielkoduszność i wrażliwość. Pokazuje jak odleźć magię w szarej codzienności i cieszyć się każdym przeżytym dniem.

Historia Odette, choć to banalna opowieść o miłości, wzruszyła mnie. Dała nadzieję na cudowne uczucie. Przywróciła wiarę w bezinteresowną przyjaźń i pokazała, że warto doceniać drobnostki, które często przynoszą radość.

W chwilach zwątpienia potrzeba wzruszenia i prostoty. Bo jeśli mamy problemy, szukamy tego, co jest nam bliskie i szczere. Czytanie Schmitta, to odnajdywanie „baśni” dnia codziennego, które w zabieganiu gdzieś gubimy. Wystarczy uśmiech i życzliwe słowo, a świat wyda się zaczarowany.

W krótkich opowiadaniach Schmitta, odnalazłam trochę szczęścia i zrozumiałam, że nikt nie jest skazany na swój los. Jeśli tylko bardzo chcemy możemy wszystko zmienić.