Powieść, Margaret Mazzantini “Powtórnie narodzony”, jest niczym rozedrgana struna, napinająca do granic emocje. Od pierwszych stron czuć jakiś podskórny smutek. Ciężar nie do udźwignięcia. Płacz pozbawiony łez. Rozpacz, cierpienie, tęsknota i miłość przeplatają się w kalejdoskopie życia. I tylko przez moment łudzę się, że to nostalgiczna opowieść o miłości, jakich wiele. A jednak, nic nie toczy się tak, jakbym się tego spodziewała…

 
Gemma jest dojrzałą kobietą, ma szesnastoletniego syna Pietra i męża Giuliamo, mieszka w Rzymie. Wiedzie spokojne życie, aż do momentu, gdy odbiera telefon od przyjaciela z lat młodości. On budzi jej wspomnienia. Ożywa to, co głęboko skryte na dnie duszy, to coś, co jakiś czas daje o sobie znać…
 
Pod wpływem zaproszenia postanawia odwiedzić wraz synem Sarajewo – miasto, które dało jej wszystko i zabrało wszystko… Miejsce, w którym zakochała się w szalonym fotografie – Diego, tutaj spędziła cudowne dni w gronie szczęśliwych ludzi, gdzie w ogniu bratobójczych walk narodził się Pietro, gdzie straciła na zawsze miłość i nadzieję…
 
“Podróż nadziei. (…) Myślę o Pietrze. Nadzieja należy się dzieciom. My, dorośli, już jej doświadczyliśmy i prawie zawsze ją zaprzepaściliśmy”.
 
“Podróż nadziei” staje się szansą na rozliczenie z przeszłością i uporządkowanie życia. Na “powtórne narodzenie” zarówno jej, jak i Pietra. Na odbudowanie więzi z dorastającym synem i poznanie bolesnej prawdy. Przewodnikiem jest Gojko – przyjaciel, jej i Diega. Oprowadza po zakamarkach dramatycznych wydarzeń. Kobieta przeżywa wszystko od nowa, wracają bolesne uczucia, myśli, emocje. W jej duszy trwa wojna, tylko ptaki wydają się wolne, to dla nich świeci słońce.
 
“Na murku siedziała kobieta. Nie płakała. Dwiema rękami przytulała do siebie dwoje martwych dzieci, jedno z prawej drugie z lewej strony jak dwa cięte kwiaty. Inna szukała swojej nogi, czołgając się na ulicy na łokciach. Najdziwniejsze wrażenie sprawiał człowiek przewieszony przez barierkę rozdzielającą ulicę. Przypominał rękawiczkę zgubioną na chodniku, którą ktoś zostawia w widocznym miejscu, żeby właściciel mógł ją odnaleźć – tę, samotną, smutną, ubłoconą rękawiczkę. Mężczyzna wisiał na metalowej rurze . Zamiast brzucha miał okrągłą poszarpaną dziurę”.
 
Gemma wraca do swojej historii, opowiada ją w sposób, który nie daje ukojenia, ani na chwilę. Operuje kontrastem. Zwykły dzień jest podszyty ogromem zniszczenia, gwałtem, zezwierzęceniem. Niewinność dziecka zderza z bestialską zabawą snajpera, beztroskie kopanie głowy, pełniącej rolę piłki na łące pełnej kwiatów…muzykę, która ma ukołysać obłęd…
 
“Pewnego razu (…) grałem z kolegami z oddziału w piłkę . Tylko że zamiast piłki kopaliśmy głowę, którą wcześniej odcięliśmy serbskiemu czetnikowi. Podawaliśmy ją sobie na zielonej łące z żółtymi i niebieskimi kwiatkami… Pociliśmy się przy tym, śmialiśmy się. To była nasza zabawa, normalna sprawa. Żeby nie zabrudzić sobie spodni krwią, podwinęliśmy nogawki do kolan”.
 
Stopniowo, krok po kroku, odkrywamy szokującą prawdę. Dzięki zabiegowi retrospekcji poznajemy każdego z bohaterów. To jak przeszłość wyryła swe piętno na teraźniejszości. Historie tych osób nabierają głębi. Mamy przejmujące studium samotności w obliczu zła.

 

Autorka bez oceniania, bez zbędnego patosu opisuje ludzi w byłej Jugosławii, ogarniętej falą diabelskiego huraganu. Nie ma złych i dobrych, dziennikarze świetnie się bawią, a “anioły w niebieskich hełmach” nie przynoszą pokoju, raczej bezczynność.

Margaret Mazzantini napisała powieść bezwzględnie szczerą, surową. Każde słowo ma tu swoją wagę, prowadzi do prawdy. Nie znajdziecie współczucia, nie ma tu też taniego sentymentalizmu i czułostkowości. Wszystko jest oszczędne i wyważone w odpowiednich proporcjach, tak, aby ukazać każdy osobisty koniec świata.

autorka powieści