On – profesor, prozaik, eseista, grafik… komentator rzeczywistości, znany z prowokacyjnych tez.
Ona – wrażliwa poetka. Kobieta niezależna, pewna siebie, zawsze wytworna, przyciągająca wzrok oryginalnymi kapeluszami. On, sławny pisarz, Ona, jego muza. Literatura jest ważną częścią ich życia. Razem tworzą. Są szczęśliwi, bo kroczą razem przez życie. Stefan Chwin i Krystyna Lars Chwin, zgodzili się spotkać z czytelnikami w Stacji Kultura w Rumi i opowiedzieć o swojej wędrówce, o książkach, i marzeniach. Rozmowę prowadziła Krystyna Chwin.

 

– Jak to się zaczęło? – pyta Krystyna i uśmiecha się. – Pamiętasz? – dodaje i zaczyna opowiadać.
 
Zobaczyłam Stefana na korytarzu Uniwersytetu Gdańskiego i zapytałam o wykład, który niebawem miał się rozpocząć. Wskazał mi drogę i poszliśmy razem, i tak wciąż idziemy przez życie…
 
Po latach Stefan Chwin(tu) napisze w „Dzienniku dla dorosłych”:

 

„Co to jest szczęście? Po latach prób i błędów chyba już wiem. To trafić na właściwą osobę. Ona jest bardzo mądra, wspaniała Pani Wygłupialska. Nawet w najczarniejsze dni jednym uniesieniem brwi umie rozpędzić moje lęki. Zawsze mnie wspiera w niedobrych chwilach”.
 
Wszystko byłoby najzwyczajniej, gdyby nie chęć tworzenia, zmierzenia się ze słowem i wyobraźnią. Na początku pod pseudonimem – Max Lars, co było bardzo ciekawym doświadczeniem, próbą.  Tak powstały pierwsze powieści awanturniczo- przygodowe: „Ludzie- skorpiony” i Człowiek- litera”. Ich treść pełna była odniesień do rzeczywistości Polski lat osiemdziesiątych, dodatkowo były ilustrowane grafikami pisarza.

 

„Dobrze wspominam czasy, kiedy jako zupełnie nieznany, młody pisarz pisałem po omacku, jak ktoś, kto porusza się po ciemnym pokoju, wyciąga przed siebie ręce i poszukuje punktów oparcia. Nikt na mnie nie patrzył, jak teraz, gdy jestem człowiekiem publicznym. Od początku swojej pisarskiej drogi zachowywałem dystans wobec rozmaitych awangardowych dziwactw. Chciałem opowiadać historię o ważnych sprawach, to było najistotniejsze. Lubiłem dawną literaturę od nowoczesnej. W swoich powieściach staram się pisać o tym co dzieje się wokół mnie, w tym sensie uważam siebie za pisarza nowoczesnego, nie lubię takiej nowoczesności, która polega na mnożeniu trudności przed czytelnikiem. W pełni zgadzam się ze słowami Miłosza by „nie skazywać czytelnika na męki wyższego rzędu”.
Dla Chwina pisanie jest mówieniem do ludzi. Uważa, że nie należy mnożyć problemów, ale prowadzić dialog z czytelnikiem. Nie komplikować i nie mówić do siebie, ale zauważyć odbiorcę.
 

Powieścią, która na dobre zmieniła życie gdańskiego pisarza jest książka „Hanemann”. Otrzymał za nią liczne nagrody, między innymi, Paszport Polityki (1995r).

Chwin w „Hanemannie”, z wielką maestrią opisuje świat, który odchodzi. Świat przedmiotów, detali drobnostek, które są niszczone, przechodzą w obce ręce, znikają. To świat pustki, obcości, odchodzenia i niepowrotności historii. Smutna liryczna powieść o próbie odnalezienia sensu życia w nowej rzeczywistości. Równorzędnym bohaterem jest miasto – Gdańsk. Malownicza histora snuta z wielką precyzją.
 
„Podczas pracy nad Hanemannem wiele razy miałem dziwne wrażenie, że wchodzę do świata, w którym już kiedyś byłem, że rozpoznaję dawne miejsca, ulice, drzewa przedmioty, ludzi. Tak jakbym to wszystko już kiedyś widział”.
 Kolejną książką była „Esther”. Powstała na bazie wspomnień o Warszawie, i guwernantce, która przez jakiś czas przebywała w rodzinie pisarza.
Jest to jedna z najpiękniejszych książek, jakie czytałam. Tutaj przenikają się dwa światy – tego co święte magiczne i tego co zwyczajne, codzienne. Świat XIX- nastowiecznej Warszawy i świat Esther współistnieją, wszystko splata historia. W książce rozgrywa się subtelna gra gestów, spojrzeń, uśmiechów, zwyczajów.

 

Zupełnie inaczej układa się powieść „Złoty pelikan”, która tylko z pozoru wydaje się współczesną powieścią obyczajową. Nieistotna sytuacja staje się powodem do pytań fundamentalnych, dla współczesnego człowieka. Co się stało z jego duszą, z religijnością, poczuciem odpowiedzialności i sumieniem? Czy możliwy jest świat bez Boga, bez miłości?

Twórca z pasją opowiadał o swoich książkach. Starł się przekazać esencję tego, co w jego pisarstwie najważniejsze – problemie przemijania. Udowadniał, że istnienie jest kruche, ułomne i nieoczywiste, dlatego jedyną rzeczą jaką można zrobić to opowiadać o tym, co odchodzi.

Dużo w tej rozmowie było pytań o literaturę, o sens kultury, o cele jakie stawia sobie pisarz. Jednocześnie, na spotkaniu unosiła się aura ciepła i serdeczności między obojgiem intelektualistów. Czuło się ich wzajemną troskę, życiową fascynację literaturą i pisarstwem. Bo choć to Stefan Chwin jest w blasku fleszy, z dumą stwierdza, że żona jest fundamentem jego sukcesu. To Krystyna wnikliwie czyta, wybiera najlepsze zakończenia, zwykle jest ich dwa lub trzy, potem uważnie redaguje. Dba o całą wydawniczą otoczkę – kontaktuje się z drukarzami, hurtownikami, telewizją, prasą, bibliotekami, instytucjami kultury.
 
 

Profesor opowiadał, że swoje powieści pisze specjalnym wiecznym piórem – pelikan. Być może jest jednym z niewielu współczesnych twórców, którzy tworzą swoje dzieła „ręcznie”, nie na klawiaturze. Jest w tym pewien rodzaj magii…

Zdradził, że trwają przygotowania do sfilmowania „Hanemanna”, co bardzo go cieszy, bo jest to historia niezwykle filmowa. Chciałby, aby Gdańsk został ukazany w sposób monumentalny, z rozmachem.

Marzenie Stefana Chwina jest nietypowe 🙂
 
„Chciałbym, aby w Trójmieście był sklep, w którym można kupić… czas. Mógłbym pójść tam i kupić dobę, która miałaby 36 godzin. Czasu jest bowiem coraz mniej i trzeba się spieszyć”. 
 
Piękne spotkanie z wybitnymi indywidualnościami, z ludźmi, którzy prowokują do myślenia o życiu, Bogu, o tym, co najważniejsze.
 
 
 
 
Zdjęcia są ze stron:
1. https://www.facebook.com/Biblioteka-Rumia-106681769418963/?fref=ts
2. http://mors.ug.edu.pl/media/aktualnosci/47333/rysunki_litery_sny_stefana_chwina